Główka
Moje last.fm:

lastFM

Moje galerie
Komunikatory Blogi

Sins of FF writers - non-capitalised names

September 22nd, 2011

Srebrna-admin

The. Most. Horrid. Thing. Oh, well. One of the top 5, I’d say. Together with typos in names (Bingly, Longborne, Rose Tiler, Derrick Sheppard). Makes you feel that the author:

1. Doesn’t know the cannonical names of their borrowed characters

2. Doesn’t give a damn about how difficult it is for others to read their story

3. Didn’t even re-read what they wrote, or if they did, didn’t notice the problem. And if they didn’t notice a spelling error in the NAME, how can we believe that they caught the whole idea of the cannonical story, or the characters themselves?

I find that non-capitalisation of names is quite usual in very teenage-sounding stories. It usually goes together with short, kind of broken sentences, sometimes mixed-tense narrative and, well. Quite simple plots. Not that my plots are anything to write home about, but still, better than typical Mary-Suical description of all morning activities, including walking downstairs for the breakfast and painting one’s eyelashes the exact color to match one’s bra.

Summing up - try to keep your characters capitalised. Remember that there’s a distinct difference between “cousin Tom” and “cousin tom” (are you related to a cat?). Also, the very very old example:

“I had to help my uncle jack off the horse” and “I had to help my uncle Jack off the horse”.

Which one would you rather do (or have your characters do)? Ok, don’t answer and get your mind out of this gutter.

Sins of FF writers - repetition

September 21st, 2011

Srebrna-admin

Guys, come on!

I’m reading a perfectly good story, which has a reasonable plot, no typos, no out-of-character actions, but… IT HAS REPETITIONS! And I don’t mean in the nice way, when one person says X, another says X and so on. Or the Department of Redundancy Dept. No. I mean like this:

The other girls cleared the room and just left Meredith and Carolyn alone. “How are you dear?” Carolyn asked. A lot had happened since they last saw each other when Derek and Meredith were in New York. The engagement, the ferry accident, and so much more.

“I’m great. A lot has happened since we last saw you, but we’ve gotten through it and now I can’t wait to marry Derek. Have you seen him today? Is he ok, he’s not getting cold feet is he? Cause I don’t think I could make it through him leaving me at the altar.” Meredith said, freaking out.

The italics are mine. Now, if it’s once - author slipped. Twice - sounds lame. Thrice - run for your lives, this one just can’t write!

Now, I understand the need. Sometimes you write the narration and afterwards the dialogue just seems to repeat everything. It’s ok. No problem. Just get back to the freaking narration and edit the repetitions out!

I’m not saying my texts are perfect, but as a reader (of innumerable kb a day), I have gained a certain experience in how the texts shouldn’t be written. This one is a tiny leedle pet peeve of me, to tell the truth

Arkadia 2045

August 28th, 2011

Srebrna

Arkadia 2045 - Srebrna

14 czerwca 2027 r.
Arkadia zostaje udostępniona w 58 krajach i przetłumaczona na 27 języków.

Tu dici: Zaprawdę, mój lordzie, nadmiernie ważysz swą moc. Słowo i pióro od miecze silniejsze bywają…

MUD - skrót od Multi User Dungeon. Interaktywna rozrywka w sieci polegająca na wyobrażaniu innego życia i wcielaniem się w rożne nieistniejące w rzeczywistości istoty (elfy, ogry itp.). Prowadzi do stałych uzależnień. Średni okres trwania terapii odwykowej dla gracza z 10-letnim stażem: ok. 7 lat intensywnej opieki. Każdy najmniejszy kontakt z MUD-em w tym okresie oznacza rozpoczęcie terapii od początku.
Internetowa Encyklopedia Medyczna
Wyd. 10 z 2030 r.

- …niesamowite, od czterdziestu pięciu godzin nie ruszyła się sprzed komputera. I wiesz co? Ona nawet kasę zarabia w trakcie gry, nie rozumiem, za co jej niby płacą…

- A wie pani, Kunklowa, ta Mańka spod osiemnastego, to ona wcale nie tańczy wieczorami w klubie dla zboczeńców! Ona w mudy gra!
- Niemożliwe, Waciakowa! A tak porządnie wyglądała!

- Taaaaaaaaatk! Może byśmy poszli nad jezioro? Tatk! Zostaw ten kompuuuteeeer!

28 lipca 2040 r.
Fragment wystąpienia prezydenta Zjednoczonej Europy:
(…) dlatego z dniem dzisiejszym wchodzi w życie ustawa o zdelegalizowaniu formy rozrywki znanej pod nazwa “MUD”. Na mocy paragrafu 27, art.4 Kodeksu Sieciowego stwierdza się występowanie stałego uzależnienia wśród 99% użytkowników korzystających (…)

- Proszę odłożyć klawiaturę i wyłączyć głośniki. Ma pani prawo do adwokata…

30 października 2042 r.
Zamkniecie pięćdziesięciu dwóch MUD-ow przez FBII (Federal Burreau of Internet Investigations). Aresztowanie ponad czterystu osób odpowiedzialnych za administracje.

- Nie możecie! Nie rzucajcie tym dyskiem! Nieeeeee!
- Już, spokojnie, Jędrek… To nic nie pomoże… Chodź, bo wykręcą ci ręce i nawet po wyjściu nie będziesz już mógł… Ej! Niech mnie pan zostawi! Auaaaa!

7 marca 2043 r.
Nagonka FBII na administratorów “Warlocka”. 6 zabitych, 23 rannych (lista dostępna w sieci).

- To jest An, E, Ha i Mi. A ty, jak masz na imię?
- Nie pamiętam…

23 grudnia 2047 r.
NetNews:
“Koniec MUD-ow! Arkadia zniszczona!”
Dzisiejszej nocy grupa agentów FBII podczas brawurowej akcji wtargnęła do jednej z kryjówek administratorów Arkadii. Znaleziono działający serwer, oraz wiele zapasowych części. Wszystkie pliki mające cokolwiek wspólnego z w/w MUD-em zostały bezpowrotnie skasowane. Niestety nie znaleziono żadnych wskazówek, co do miejsca pobytu “czarodziejów”.

- Ostrożnie… pamiętajcie, za rok, tylko za rok, dołączy ostatnia grupa… Musimy przetrwać!

***

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Grupa zamilkła, kuląc się w swoich ławkach.
- Nie, proszę państwa. Takiej interpretacji nie przyjmę. I bardzo uprzejmie proszę następnym razem o stosowanie się do dobrych, sprawdzonych krytyków dwudziestowiecznej poezji.
Wykładowczyni przeszła się tam i z powrotem przez salę.
- Teraz, na bieżąco, napiszą mi państwo od nowa interpretację… “Skargi narzeczonej”. Proszę, wszyscy mają w skryptach. Macie państwo pół godziny.

***

- Rozumiem. Tym samym możemy uznać, że nie zasięgali państwo wiedzy u siebie nawzajem… Ani u nikogo spoza grupy… Jednak znów, interpretacja zadziwiająco zgodna i zadziwiająco rozbieżna z kanoniczną. Bardzo bym się chciała dowiedzieć, skąd tak rewolucyjne podejście.
Na sali panowała cisza.
- Nie wyjdą państwo stąd, dopóki się nie dowiem. Od miesiąca omawiamy poezję tak zwanych Truwerów, anonimowej grupy poetów, tworzących pod koniec XX i na początku XXI wieku. Pierwszy tydzień wydawał mi się podobny we wszystkich grupach. Potem jednak zaczęli się państwo gwałtownie wyłamywać z tego obrazu…
Wysoki, niedźwiedziowaty chłopak popatrzył na nią bez słowa.
- Pan Iksiński? Coś pan chciał powiedzieć? Może to wsparcie pana doktora Iksińskiego, jego talenty dziennikarskie? To dziedziczne?
- Tak - burknął, jednym ruchem zamykając książkę i wkładając ją do plecaka. - Pani wybaczy, obiecałem pojechać z ojcem po ciotkę. Jakby ktoś był ciekaw… - podniósł w ręce niewielki tomik poezji “Truwerów” - to mój ojciec to wydał. I tak, mamy do tego prawa autorskie. Dziedziczne - uśmiechnął się wyjątkowo nieprzyjemnie.
- Po kim? - zapytał cienki, niepewny głosik.
- Rodzinne… Po ciotce.
Wykładowczyni poruszyła ustami.
- Wiem, że nie wolno o tym mówić, ale chrzanię to. Siostra mojego ojca to autorka większości tych wierszy. Tych podpisanych literą “S”. Wydając te książeczki zbieramy kasę na czas, kiedy ją i innych Truwerów wypuszczą z Ośrodka.
Założył plecak na ramię.
- “Skarga narzeczonej” to stylizowany na balladę wierszyk, który ciocia Ewa machnęła kiedyś w kwadrans. Mamy w domu zeszyt, w którym go zapisała… Wie pani, jakie to zabawne, tak go interpretować całymi godzinami?

***

Siedziała w Długim Pokoju, patrząc na plamy światła, przesuwające się po podłodze. Pamięć Mi przyszła i zabrała go do Ogrodu na spacer (ciekawe czemu pozostali się tak głupio uśmiechali?) Czekała, aż ktoś przyjdzie po nią, przecież dzisiaj był Dzień Odwiedzin.
Zostało ich już tylko kilkanaścioro, z początkowej grupy ponad czterystu. Czterystu tylko w tym Ośrodku - w innych było jeszcze więcej osób, podobno w Stolicy nawet tysiąc. Tak mówili ci z ostatniej grupy, dowożeni tutaj w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Wiedzieli, że się czymś wyróżniają…
Łu już dawno znalazł miejsce, gdzie trzymano ich akta i wykombinował, jak mają się kolorowe i liczbowe oznaczenia do czasu, jaki mają spędzić na Reedukacji. Dowiedział się też, że zrobili coś okropnego, i nie dość, że robili to, to jeszcze w dodatku namawiali innych. Bardzo dokładnie wbijano im w głowy niemoralność tego, co zrobili. Nie wiedzieli, co to było… Ale według Je miało to dużo wspólnego z komputerami, bo przecież w trakcie reedukacji starannie wpojono im niechęć do elektroniki.
Ośrodek był całkiem przyjemny. Wiedziała, że czegoś jej brakuje, czasem jej Pamięć mówił o świecie na zewnątrz Ośrodka, ale bardzo cicho, bo było to zabronione. W zeszłym tygodniu, kiedy przyniósł jej książkę, pielęgniarka odebrała mu ją natychmiast i była bardzo zła. Zabronili mu przychodzić przez tydzień.
Czasem któreś z nich budziło się w nocy z krzykiem. Nie zawsze wiedzieli czemu, ani co im się śni. Zawsze następnego dnia pielęgniarki były bardzo podenerwowane… Kiedyś obudziła się płacząc. We śnie biegła po długiej, pokrytej trawą łące, próbując dobiec do domu, stojącego na skraju lasu. Im szybciej biegła, tym bardziej ten dom się oddalał i znikał. Po tym śnie musiała zostać na dwa dni w separatce i dostała jakieś nowe leki.
Bardzo szybko zrozumieli, że z jakiegoś powodu mają zostać zniechęceni do komputerów. Je, który uważał, że takie postępowanie to świństwo, namówił część grupy na próbę złamania warunkowania. Okazało się, że kiedy zaczęli dla próby rozkręcać radio, najpierw włączył się alarm, a potem w jednej chwili troje z nich dostało spazmów, a resztę ochrona uśpiła jakimś środkiem rozpylanym w powietrzu.
Niektórzy udawali - “symulowali” - warunkowanie. Co wrażliwsi próbowali w ten sposób uniknąć dalszych zabiegów, ale dosyć szybko pielęgnierki zorientowały się, że przerażenie jest udawane, a obrzydzenie nie dość zdecydowane, kiedy wystawiano ich na kontakt z komputerem lub choćby kalkulatorem. Źle ocenili na co maja reagować, bo dopóki ich na coś nie uwarunkowano, nie mogli sprawdzić… No a kiedy już było po uwarunkowaniu, to skutki były jak u Ha, która miała kłopoty z włączeniem światła nowym pstryczkiem na lampie, albo z Mi, który przestał posługiwać się windą (miała panel z przyciskami).
Przeciągnęła się. Dzisiejsza sesja robótek ręcznych znudziła ją niesamowicie… A raczej nudziła do chwili, kiedy znalazła wśród innych surowców pudełko z koralikami. Wyciągnęła z poduszeczki odpowiednio cienką igłę, nawlokła ją i zaczęła nakładać koraliki. Kolejność kolorów była jej w zasadzie obojętna, ale z jakiegoś powodu stojąca nad nią pielęgniarka nagle wyrwała jej pudełko z ręki.
- Proszę siostry, ja chciałam tylko zrobić naszyjnik - pisnęła, zaskoczona.
- Koraliki nie są dzisiaj w planie!
- Ale…
- Dosyć. Zajmij się szydełkiem.
- Szydełkowanie jest nudne - burknęła.
Ale zanotowali sobie starannie - w pamięci, której mieli tak dużo do dyspozycji - że koraliki i kolory z jakiegoś powodu wydały się opiekunom podejrzane. Wszystko, co wzbudziło ostrzejsze reakcje pielęgniarek lub lekarzy, było natychmiast rozpuszczane wśród pozostałych, żeby przypadkiem nie zginęło w trakcie następnego warunkowania.
Oczywiście nie mogli nic poradzić na nocne sesje z magnetofonem, do którego włożono kasetę z nagraniem prostych, acz działających skutecznie odstraszaczy. Którejś nocy Je obudził się i położył sobie na głowie poduszkę, dodatkowo zatykając uszy palcami. Błyskawicznie pojawiła się nocna zmiana ochrony i kazała mu położyć się normalnie.
Ośrodek był w zasadzie przyjemny. Poza pustką informacji, jaka panowała - żadnej muzyki, poza poezją śpiewaną z lat 90 XX wieku, żadnej literatury, poza absolutną klasyką drugiego tysiąclecia.

***

Uśmiechnęła się z ulgą, kiedy milcząca pielęgniarka odpięła od jej skroni ostatnia wtyczkę od modułu pamięciowego. Już wiedziała, czemu tak wytrwale trzymano ich z daleka od komputerów. Starannie wbudowane warunkowanie wywoływało w niej dreszcz obrzydzenia na widok komputera. Jednak bez szczególnej odrazy pomacała się po śladach wszczepów nad skroniami i na karku. Ot, kolejna dziwna rzecz…
Wyprostowała się i przyjrzała sobie. Pamięć, świeżo na nowo nabyta, mówiła jej, że ma 65 lat. Może z rok więcej, niedokładnie znała aktualną datę. Zapięła na nadgarstku czarno-czerwony analogowy zegarek, poprawiła kołnierz koszuli. Wstała, obserwowana czujnie oczami kilku lekarzy, z fotela, oblepionego elektroniką śledzącą jej każdy odruch. Znów wstrząsnął nią dreszcz, więc, odwróciła się czym prędzej od urządzenia.
- Żegnamy, pani Ewo. Proszę się jutro zgłosić w naszej poradni… Jest dla pani chyba jakaś oferta pracy.
Słyszała wręcz w jego głosie “możliwie daleko od elektroniki…” I chciała mu przytaknąć, nigdy więcej komputerów i innych takich. Brr.
Wyszła z przyciemnionych korytarzy Ośrodka na zalaną słońcem ścieżkę przed bramą. Założyła lekkim ruchem ciemne okulary. Szczupła, ubrana tylko w czarne dżinsy i czarną koszulę, zagwizdała bezgłośnie kilka pierwszych taktów “Du Hast” i uśmiechnęła się wrednie. Podskoczyła lekko, kopnęła jakiś kamyk. Tłum za bramą gęstniał, mimo rozpaczliwych prób strażników, żeby ich odgonić. Otworzyła furtkę, stanęła pomiędzy strażnikami.
- Oni przyszli po mnie.
Nie wiedziała skąd jej to przyszło do głowy. Wiedziała po prostu.
- Minior. Gosia. Vookash. Lakshmi. Under. Lau. Kir. Elsie. Tigr.
Uśmiechnęła się to wysokiego mężczyzny, może pod sześćdziesiątkę (oczywiście, wyglądał nadal jakby miał trzydzieści lat).
- Brat.
- Siostra. Oddali?
- Oddali. A zabrali?
- Wszystko. Nareszcie myślę za samego siebie.
Skinęła głową.
- Kogoś przyprowadziłem.
Podniosła głowę i wtuliła się w ramiona swojego męża.
***
Usiadła na fotelu, niepewnie rozglądając się po twarzach zgromadzonych wokół niej, błyszczących szczęściem przyjaciół.
- Dla tych z najsilniejszym warunkowaniem wymyśliliśmy coś specjalnego. Nie możemy go przełamać - Minior potarł kark. - Próbowali na mnie, nie da rady. Ale posłużyłem im jako tester do tej wersji “wejścia”. Zupełnie niezauważalne.
Położył jej głowę na podpórce. Ostrożnie zablokował boki głowy. Poczuła coś chłodnego na karku…
…była ptakiem…

- Witaj, Sreberko.
- Tigr?
- Cześć, gruba.
- Nu?
- I ja. I ja. I ja. I ja… - popłynęło na kolejnych kanałach nasłuchu, kiedy zmieniała fale.
- Ale… przed chwilą widziałam was przed pokojem…
- Nie przejmuj się. Nasze podłączenie trwa szybciej. Część ma lżejsze uwarunkowanie, nosi wszczepki cały czas. Reszta ćwiczyła wejście od dnia wypuszczenia z Ośrodka. Dranie zabrali nam wszystkie umiejętności, które mogłyby nas ściągnąć na Arkadię, prawda? Wydaje im się, że zajmiemy się grzecznie tym, czego nas nauczyli - w “głosie” Lakshmi zabrzmiała drwina. - Jasne, oczywiście. Ale nocami, kiedy nasze ciała śpią…
- Spotykamy się tutaj - dokończył Galen, wyłaniając się z nicości.
- Tak, są tu też obrazy - dodał wysoki mężczyzna z czarnym pasem na biodrach
- Jakie tylko chcesz! - zaśmiała się perliście rudowłosa, szczuplutka dziewczyna z twarzą, którą parę minut wcześniej widziała u nieco ledwo od siebie młodszej Elspeth. - Skup się na tym. Możesz zmieniać kod… To coś jak nasz własny, wewnętrzny Matrix. Dokładnie…

tf arkadia.rpg.pl 23

Trisa - Arkadia 2099

August 28th, 2011

Srebrna

Wrzucam tu, w celach archiwizacji, teksty Trisy - Arkadia 2099 (2 czesci).

Arkadia 2099

Plan byl prosty, jak sto metrow sznurka w kieszeni. Przygotowywal sie do niego od dwoch tygodni. Zbieral informacje o firmie (swoja droga nazwa: “Jarl aep Ard Skellig” - brzmiala, jakby facet podczas wymyslania dostal czkawki). Zysk mial byc calkiem spory. Jakies dwa i pol miliona kredytow. Za tyle bedzie mogl podlaczac sie przez dlugi czas. Na razie siedzial pod kreska u jednego z lokalnych gangow. Przywodca kontrolowal wiekszosc takich jak on dbajac o to, zeby regularnie zasilali stan jego konta, a on w zamian dwala “ochrone” przed policja i innymi umundurowanymi frajerami.
Masz nowa poczte.
“Wynocha mi z tym sprzed oczu” pomyslal chlopak, ale rzucil okiem na nadawce.
“Galagher… Wielka Melitele, przeciez mowilem mu, ze zaplace w tym tygodniu. Dopieprza sie do kazdego zdolnego runnera w tej dzielnicy. Hmm…” na chwile pozwolil myslom swobodnie bladzic po sieci. Wlaczyl program pocztowy.
Send to:
yaevin@scoia.tael.com
Subject:
Pamietaj o niesplaconych dlugach…
Message text:
Czolem rudzielcu! Najwyzszy czas, zeby ci sie przypomniec.
Moze myslales, ze sie mnie pozbedziesz, ale Kharegn nie zapomina tak
latwo. Jest sposob, zebys splacil dlug, ktory zaciagnales, kiedy
wygrzebalem cie spod kopyt tamtego wscieklego trojana. Rzecz jest
taka, ze Galagher z ta cala swoja “Straza Krain” za ostro dobiera mi
sie do du.py i trzeba go uspokoic (moze byc z pozdrowieniami).
Wiem, ze i tak sie nie lubicie, wiec polaczysz prace z przyjemnoscia.
Masz ode mnie hasla na pierwsze dwie furtki, dalej radz sobie sam.

Coding…

Message coded. Sending…

Message send.

“No to tego palanta mam z glowy. Na czym to ja skonczylem? Acha… jedziemy.”
Rozpoczal rajd majacy na celu zatarcie sladow, zgubienie poscigow, zabezpieczenie odwrotu itp. Po tym, jak przelecial przez szesciesiat osiem najwiekszych miast swiata wraz z mniejszymi serwerami stwierdzil, ze najwyzszy czas przejsc do sedna sprawy. Serwer firmy znajdowal sie w Gdansku. Wedlug wszelkich danych byl dobrze zabezpieczony, ale gdyby nie, to w ogole by sie za niego nie zabieral. Ze strzepkow kodu zrodlowego udalo mu sie uzyskac jako takie informacje o systemie. Wiedzial, ze wszystkie boczne wejscia maja poczworne zabepieczenia przeciwko takim, jak on.
“Najciemniej zawsze pod latarnia” pomyslal ladujac sie srodkiem neostrady. Wszedl, jako anonim i ostroznie zaczal sie rozgladac. Na konta szeregowych pracownikow nawet nie spojrzal. Rzadko mieli cos ciekawszego od kolekcji pornosow. Sprobowal dopiera przy wiceprezesie…
Blysk oslepil go na ulamek sekundy, ale byl na to przygotowany. Firewall opieral sie kilkanascie sekund, az wreszcie ulegl. Przeszedl przez firmowe dane obijajac po drodze kilka wirusow.
“Co jest, do kur.wy nedzy… takie smieci to ja pisalem w wieku siedmiu lat.”
Cyfry, ktorych szukal byly jeszcze daleko, ale postanowil zatrzymac sie tu na dluzej. Cos mu nie pasowalo. Zabezpieczenia byly zbyt slabe. Pierwsze haslo zlamal w pietnascie minut uzywajac jednego z prostszych skryptow do odkodowania. Zdziwienie ogarnelo go w calosci, kiedy zobaczyl, ze dalej nic nie ma. Byl w samym srodku! Moze to nie szef, ale zastepcy tez moga miec pare interesujacych rzeczy. Zajrzal na chybil trafil do jednego z katalogow.

Wkroczyles na terytorium Jarla. Podaj swoj login i cel wizyty.

“Ze co? Mozesz mi obciagnac…”
Pchnal w straznika wirusa “Mithryl”.
“Hehe… pewnie mu sie oczka zaswiecily z radosci.

Wkroczyles na terytorium Jarla. Podaj swoj login i cel wizyty, albo poniesiesz przykre konsekwecje!

“Odpie.rdol sie ode mnie facet.”

Zaczales nie z tym, co trzeba.

Byl wsciekly, ze jakis mlokos probuje go zatrzymac. Pewnie pracuje u nich od niedawna i jeszcze nie wie, ze z takimi sie nie zadziera. Wysunal przed siebie jednego z najlepszych posiadanych wirusow: “Szczerbca”, o ktorym nawet gazety kiedys pisaly. Nie znalazl sie jeszcze system zdolny do odparowania takiego ataku. Juz wyobrazal sobie zdziwiona mine straznika, kiedy odbiera kopniecie prosto w rdzen kregoslupa. Facet z drugiej strony wyraznie przycichl, totez mogl kontynuowac podroz.
Z zaloscia stwierdzil, ze jednak nie ma czego szukac u wicepresa i postanowil wejsc wyzej. Cos zgrzytnelo w systemie, kiedy zmienial terminal. Nie mogl wyskoczyc!
“Na wszystkich Bogow… zablokowali mnie!”
Zdretwial. Juz wiedzial wszystko. Nie bylo zadnego wiceprezesa. To konto to podpucha wlasnie na takich runnerow. Blokowaniem ucieczki dysponowali tylko najlepsi.

Ce Kharegn…

Pomimo pelnego podlaczenia wyraznie poczul pot splywajacy po twarzy. Ktos znal jego login…

Przepraszam, czy my sie znamy?

Przyjal taktyke na wariata. To byla jedyna szansa. Jednoczesnie przygotowywal sobie droge ucieczki po trochu zbierajac wszystko, co mial u siebie najlepsze.

Wita cie Ga Kal Reg z Siarkowych Jaskin Ghorad, Kelpie aep Ragh nar Roog,
Komendant Floty Jarla Skellige. Mozesz czuc sie zaszczycony…

Kharegn poczul zblizajacy sie koniec. Trafil na jednego z najlepszych runnerow swiata. Tylko kilku moglo mu dorownac w bezposredniej walce.

Widzisz… osobiscie nic do ciebie nie mam, ale zagroziles firmie,
w ktorej pracuje.

Wokol niego pojawila sie blyszczaca klatka, ktora stopniowo zaczela sie zaciskac. Nagle doznal olsnienia. Skellige, Jarl… ostatnio w sieci bylo tyle ogloszen, a on zadnego nie przeczytal dokladnie. Trafil na Berserkerow ze Skellige… Slyszal plotki o tym, jak wykonczyli cala sekte Nilfgaard z poludnia. Szkoda, ze przypomnialo mu sie to tak pozno.

Nie mozemy sie jakos dogadac Kalreg? Moze mam cos, co by cie
zainteresowalo?

Miales… juz wszystko sobie zgralem. Dzieki. Teraz niestety musze
cie wylaczyc.

Zaczekaj! Mam dodatkowy soft! Czegos takiego jeszcze na pewno nie
widziales!!!

Musial zyskac na czasie. Potrzebowal jeszcze kilku sekund…

Mozesz mi naskoczyc… aloha frajerze…

Uaktywnil polaczenie w chwili, w ktorej Kalreg rzucil w niego “Mithrylowym_Toporem”. O tym programie krazyly w sieci legendy. Wiekszosc na temat wypranych mozgow tych, ktorzy staneli na jego drodze. Odruchowo zamknal oczy, chociaz to niewiele pomoglo przy przesylaniu obrazu bezposrednio do rdzenia.
“Jeden maly cud… tylko jeden maly cud… o nic wiecej nie prosze.”

Nikadur has logged in…
Nikadur intercepted “Mithrylowy_Topor” with “Mlot Adamantytowy”
Load error… “Mithrylowy_Topor” could not be received.

Z predkoscia impulsow elektrycznych wyskoczyl przez furtke, ktora utrzymywal jego zbawca.
“Udalo sie!!!”
Jedynym, co mu pozostalo w tak podbramkowej sytuacji, to wpuscic do systemu jednego z Zakonnikow. Czytal gdzies w sieci, ze te dwie frakcje maja sie do siebie, jak glodne wsciekle psy walczace o kawalek miesa. Tylko teraz bedzie musial zmienic system, skombinowac nowy software, a najlepiej wyprowadzic sie na wyspy Bahama, ale pewnie tam tez go wysledza. O zyciu bez codziennego podlaczania sie do sieci nawet nie myslal.

Arkadia 2099 - Powrót

14 czerwca 2027 r.
Arkadia zostaje udostepniona w 58 krajach i przetlumaczona na 27 jezykow.

MUD - skrot od Multi User Dungeon. Interaktywna rozrywka w sieci polegajaca na wyobrazaniu innego zycia i wcielaniem sie w rozne nieistniejace w rzeczywistosci istoty (elfy, ogry itp.). Prowadzi do stalych uzaleznien. Sredni okres trwania terapii odwykowej dla gracza z 10-letnim stazem: ok. 7 lat intensywnej opieki. Kazdy najmniejszy kontakt z MUD-em w tym okresie oznacza rozpoczecie terapii od poczatku.
Internetowa Encyklopedia Medyczna
Wyd. 10 z 2030 r.

28 lipca 2040 r.
Fragment wystapienia prezydenta Zjednoczonej Europy:
(…) dlatego z dniem dzisiejszym wchodzi w zycie ustawa o zdelegalizowaniu formy rozrywki znanej pod nazwa “MUD”. Na mocy paragrafu 27, art.4 Kodeksu Sieciowego stwierdza sie wystepowanie stalego uzaleznienia wsrod 99% uzytkownikow korzystajacych(…)

30 pazdziernika 2042 r.
Zamkniecie piecdziesieciu dwoch MUD-ow przez FBII (Federal Burreau of Internet Investigations). Aresztowanie ponad czterystu osob odpowiedzialnych za administracje.

7 marca 2043 r.
Nagonka FBII na administratorow “Warlocka”. 6 zabitych, 23 rannych (lista dostepna w sieci).

23 grudnia 2047 r.
NetNews:
“Koniec MUD-ow! Arkadia zniszczona!”
Dzisiejszej nocy grupa agentow FBII podczas brawurowej akcji wtargnela do jednej z kryjowek administratorow Arkadii. Znaleziono dzialajacy serwer, oraz wiele zapasowych czesci. Wszystkie pliki majace cokolwiek wspolnego z w/w MUD-em zostaly bezpowrotnie skasowane. Niestety nie znaleziono zadnych wskazowek, co do miejsca pobytu “czarodziejow”.

7 czerwca 2059 r.
Zarejestrowany przez FBII fragment rozmowy na jednym z IRC-owych kanalow.
(…)
[sreberko] kumpel mi mowil, ze podobno Arka ciagle dziala…
[levis] poje.balo cie!!! tylko za te slowa mozesz isc siedziec na 10 lat
[sreberko] ja tylko powtarzam to, co slyszalem
[TLOTR] za powtarzanie tez cie wsadza…
[TLOTR] a przy okazji… wiesz moze pod jakim adresem? ;)
[sreberko] teraz chyba ciebie poje.balo… przeciez caly swiat wie, ze od 13 lat Arki nie ma…
[TLOTR] ja tez cos slyszalem…
[levis] koledzy, ja spadam i nigdy mnie tu nie bylo, jakby ktos sie pytal…
levis has quit IRC.
(…)
Wszyscy uczestnicy tej rozmowy zostali poddani gruntownemu przesluchaniu. Niestety zaden z nich nie chcial wyjawic informacji. Skladamy rodzinom kondolencje i szczere wyrazy wspolczucia.

31 sierpnia 2099 r.
W pokoju bylo ciemno. Nie przeszkadzalo mu, ze jest srodek upalnego dnia. Szyby zaslonil nieprzepuszczalnymi zaluzjami. Dzieki dzwiekoszczelnym oknom zaden bodziec z zewnatrz nie docieral do kwadratowego pomieszczenia. Siedzial na miekkim fotelu przed monitorem. Palce u rak poruszaly sie energicznie w wirtualnych rekawicach. Przez zamkniete powieki mozna bylo dostrzec szybkie ruchy galek ocznych. Dokladniejszy obserwator zauwazylby dyskretne podlaczenie bezposrednio do rdzenia kregowego.
Byl w srodku juz od paru godzin, ale w ogole nie czul zmeczenia. To dopiero rozgrzewka. Skakal po serwerach jak wariat, na kazdym zatrzymujac sie tylko kilka sekund. Za malo, zeby zostac wykrytym, ale wystarczajaco duzo, zeby uruchomic wyszukiwanie kluczowych slow. Male prawdopodobienstwo, ze trafi we wlasciwe miejsce, ale przeciez cuda sie zdarzaja, no nie? Caly swiat ogarnela paranoja. Chociaz minelo juz tyle lat, to ludzie ciagle uzywali arkadyjskich imion jako ksywek, a nawet w codziennym porozumiewaniu sie. Nazwy firm, jak: “Jarl aep Ard Skellig”, gdzie pracowal jeden z najlepszych runnerow swiata, “Zamtuz - Novigradzkie dziewczyny - zaprasza.” Gang Strazy Krain ciagle tlucze sie ze Scoia’tael w sieci i poza nia, Frakcje runnerow “Zakon Sigmara” i “Berserkerzy ze Skellige” tez bez przerwy sie gryza. Prezesem jednej z najwiekszych sieci handlowych jest Ader. Firma wprowadzajaca 89% nowosci technicznych na rynek nazywa sie “Stowarzyszenie Gnomich Wynalazcow.” I jak tu sie dziwic twierdzeniom, ze Arkadia ciagle dziala? Ale nie szukal powiazan nazw. W sieci kraza plotki i chociaz wiekszosc jest wymyslona, to niektore moga byc prawdziwe.

Channel secured!
[tygrysek] fonon: czemu zabezpieczyles kanal?
[Fonon] bo chce pogadac…
[half-man] do tego nie trzeba odcinac kanalow…
[Fonon] sluchajcie… znamy sie juz kawal czasu i musze sie was o cos spytac
[tygrysek] wal smialo
[half-man] nie krepuj sie
Galagher tried to join #pustynia
[Fonon] gdzies w sieci uslyszalem cos o Arkadii… kojarzycie nazwe?
tygrysek wydaje z siebie dlugie przeciagle hmm…
[half-man] poruszasz drazliwy temat…
Galagher has joined #pustynia
[Galagher] sie ma :)
[Fonon] gal: jak tu wszedles?????
[half-man] cze gal
[tygrysek] hejka
[Galagher] ma sie swoje sposoby, co nie? :P
[tygrysek] fon: on swoj… mozesz nawijac bez obaw
[Galagher] o co biega?
[half-man] Fonon sie pyta, czy kojarzymy nazwe: Arkadia… ;)
Galagher rechocze rubasznie
[Galagher] chyba bylo cus takiego jakies 60 lat temu…
[tygrysek] fon: skad wytrzasnales swoja xywke?
[Fonon] a nie bedziecie sie smiac?
[Galagher] a gdzie tam ;)
[half-man] no co ty… przeciez sie znamy… :}
tygrysek usmiecha sie dziwnie
[Fonon] od dziadka…
[Galagher] ehm…
[tygrysek] no, no…
Galagher chrzaka znaczaco
[half-man] ja cie krece… nastepny…
[Fonon] jaki nastepny???
[tygrysek] no… mielismy juz paru takich, co odziedziczyli xywy…
[Fonon] na przyklad?
tygrysek spoglada znaczaco na half-mana
half-man kiwa glowa powoli
[tygrysek] na przyklad kalreg, koris, nikadur, iron, zolran, derenia, srebrna…
[Fonon] o kur… przeciez to sa…
[half-man] najlepsi z najlepszych runnerow :P
[tygrysek] i wielu wielu innych…
[Galagher] jakich znowu wielu… :/
[tygrysek] no dobra… kilkudziesieciu…
tygrysek mowi do Fonona: wscieka sie, bo on i yaevin tez sie do nich zaliczaja ;)
[half-man] fon: zabawne?
[Fonon] troche… tylko co to ma wspolnego z Arkadia?
[half-man] dziadek ci nie mowil?
[Fonon] nie zdazyl :(
[half-man] to sa imiona dawnych Arkadyjczykow…

Security breach!!!

[Fonon] kurew… do uslyszenia wkrotce
tygrysek has quit IRC
half-man has quit IRC
Galagher has quit IRC

You’ve been logged out

“Uff… zdazylem, czy nie? A jak mnie namierzyli? Bedzie ciezko…”

Masz nowa poczte!

“Juz po mnie…”

From: tygrysek
“O zesz go… ale mi stracha napedzil…”

Subject: Szuflandia
Witajcie wszyscy mieszkancy!
Chcialem sie z Wami poprosic o pewna przysluge. Otoz wydalo mi sie,
ze niedaleko Mahakamu portal jakowys sie otworzyl, z ktorego dziwne
osoby wychodzic zaczely. Jesliscie zoczyli ktora z tych osob, to
prosze o list, gdyz spotkac sie z nimi bym pragnal w celu poznania
tajemnic, ktore kryja sie za portalem z innego swiata.

Rossak Hardraada z klanu Hordund

tygrysek: powodzenia w szukaniu :}}}

“O co mu chodzi? Co to za bzdury?”
Pozostalo tylko na nowo zanurzyc sie w przestrzen w poszukiwaniu danych o tym dosc niezwyklym fragmencie. W glowie cos mu switalo, ale nie mogl dokladnie skojarzyc, co… Moze jedna z opowiesci dziadka, kiedy byl jeszcze kilkulatkiem? Ze tez nie kazal sobie wszczepic procesora zezwalajacego na szescdziesiecio-procentowy dostep do pamieci mozgu… Co to moglo byc?


Zegar cichutko zadzwonil oznajmiajac uplyniecie kolejnej godziny.
“Ktora to juz? Polnoc? Kur.wa… tym razem przesadzilem.”

Keyword Found.

“Uff… to bedzie razem ponad piecset. No dobra… sprawdze jeszcze ten adres i sie odlacze.”

connect 212.87.22.91:23

Connecting…

“Hmm… jakbym gdzies juz widzial te cyfry… tylko gdzie? I kiedy? Heh… szkoda, ze dziadek skasowal wszystkie swoje dane. Jesli byl jednym z Arkadyjczykow, to musial cos wiedziec. A moze jednak zostawil pare rzeczy?”

Connected.
Podaj swoj login:

fonon
“Chyba zwariowalem, ze uzywam wlasnej xywki, ale co tam…”

Witaj Fononie. Podaj swoje haslo:
“I co jeszcze? No ale jesli to ma byc to… Gdzie ja widzialem te cyfry?”
***************

Haslo nieprawidlowe!
Druga i ostatnia proba:

“Heh… moglem sie domyslic…”

Disconnected from serwer.
Logged out.

“Geeeeeez… to byla jazda.”
Ostroznie wyciagnal wtyczke z wszczepu i rozejrzal sie po pokoju. Znal kazdy jego zakamarek i dokladnie wiedzial, co gdzie jest. Powoli wstal.
“Niech no pomysle… co mi zostawil dziadek? Stara klawiatura - jest. Heh… jeszcze ze stoma czterema klawiszami. Forse odpowiednio spozytkowalem, ale chwileczke! Plyty!”
Prawie podbiegl do jednej z szafek. Mocnym szarpnieciem otworzyl drzwiczki.
“Sa!”
- O kur.wa jego mac!!! - krzyknal na caly glos. Przypomnial sobie, ze nie tak dawno wykorzystal krazki do nagrania kilku programow. Drzacymi rekoma wlozyl pierwszy do stacji i podlaczyl sie.
“Moze sie nie zmazalo. Te plyty nie sa tak dobre, jak nowa generacja, ale moze wytrzymaly…”
Zaczal szybko przegladac pliki. Bylo tego okolo Terrabajta, totez zabralo mu to troche czasu. Skakal z jednego na drugi patrzac tylko na nazwy. Swoje przeciez pamietal. Az wreszcie znalazl.
“potop00? To nie moje? No nic… raz sie zyje…”

load potop00

Checking neuropattern…
Poczul mrowienie na karku.
“Ja cie… takie zabezpieczenia wynalezli dopiero piec lat temu! Skad dziadek…?”

Test result… positive.
Loading potop00

Spodziewal sie zwyklego wrzutu danych prosto do mozgu, nawalu informacji, wiedzy, ktora wchloni w kilka sekund. Jednak nic takiego sie nie stalo…
“He??? Co jest???”

Insert second disc.
Reka siegnela do pozostalych plyt. Ktory tu jest drugi? Dopiero po chwili zauwazyl niewielkie cyferki.

Loading potop01
Trzecia plyta, czwarta, piata… Na kazdej zapisane bylo tylko kilkadziesiat gigabajtow danych. Osobno nie do odczytania.

Podaj najprostsze haslo na swiecie:
“Hehe… dziadek i jego poczucie humoru. Tyle razy mi powtarzal.”

15052079

Haslo przyjete! Witaj Andrzeju!

W swoim umysle slyszysz glos Jezdzca Apokalipsy, oznajmiajacy: Nadchodzi Czas
Apokalipsy… “I podniesie sie poziom Wod i caly Swiat zaleje, ale pozostanie na
powierzchni Arka Lewego!”

Uderzenie danych bylo nagle i bardzo mocne. Poczul sztywnienie miesni. Przed oczami przebiegaly mu obrazy, o ktorych znaczeniu nie mial pojecia. Po chwili zaczal wszystko rozumiec. Od samego poczatku, az do konca dwudziestego trzeciego grudnia dwa tysiace czterdziestego siodmego roku, kiedy dokladnie piecdziesiat lat po otwarciu Arkadia zostala zniszczona… ale tylko dla swiata zewnetrznego. Jednak to nie byl zwykly przekaz informacji. Zrozumial, ze powoli staje sie kims innym. Przejmuje osobowosc i zachowanie zupelnie innej postaci. Umiesnione cialo, niski wzrost, gesty zarost i topor w rekach. Rozumial ta osobe i znal ja dobrze. Imiona, miejsca, zdarzenia… to byly juz jego wspomnienia. Usmiechnal sie. Dziadek na plycie zakodowal cala swoja pamiec dotyczaca Arkadii.

connect 212.87.22.91:23

Connecting…

Connected.
Podaj swoj login:

fonon

Witaj Fononie. Podaj swoje haslo:
***********

Przyciemniona podluzna komora. Pod scianami znajduja sie kamienne i drewniane
stoly, szafy oraz wygodne miekkie loza. Tutaj czlonkowie gildii znajduja
zasluzony odpoczynek po ciezkich wyprawach. Przy wejsciu znajduje sie niewielka
nisza z krystalicznie czysta woda. Czlonkowstwo w gildii daje ci mozliwosc
rozpoczynania przygod w swiecie Arkadii od tej sypialni.
Jest tutaj jedno widoczne wyjscie: polnocny-wschod.
> ne
Centrum tego pomieszczenia zajmuje ogromnie dlugi, debowy stol wypolerowany do
gladkiego polysku tworzac otwarty w jednym miejscu krag, wokol ktorego stoja
liczne, bogato rzezbione krzesla. Posrodku tego debowego kregu umieszczona
zostala sporej wielkosci statua krasnoluda przedstawiajaca wojownika w dumnej,
bojowej pozycji. Sciany komnaty pokryte sa kunsztownymi plaskorzezbami,
upamietniajacymi zapewne wszystkie wazniejsze wydarzenia z zycia Mahakamu.
Zachodnia sciana zostala dodatkowo zaopatrzona w czarna tablice, na ktorej
czlonkowie zgromadzenia zapewne zostawiaja sobie informacje.
Sa tutaj trzy widoczne wyjscia: poludniowy-zachod, poludniowy-wschod i polnoc.
Tablica ogloszeniowa.
> n
Znajdujesz sie w duzym pomieszczeniu w ksztalcie kwadratu, bedacego
przedsionkiem gildii Krasnoludow Mahakamu. Na srodku sciany wisi olbrzymia
okragla tarcza na ktorej wygrawerowano dwa skrzyzowane mloty, znak rozpoznawczy
Mahakamu. Obok wisza wykute w metalu plaskorzezby, przedstawiajace roznego
rodzaju sceny i krajobrazy. W rogu stoi olbrzymie drewniane biurko.
Sa tutaj cztery widoczne wyjscia: polnoc, dol, gora i poludnie.
Galagher.
Galagher mowi: no wreszcie jestes… troche dlugo to trwalo
Galagher usmiecha sie wesolo.
Tigr przybywa dosiadajac poteznego szarego smoka, zsiada i rozkazujacem tonem
mowi: Kurremthawaghontebasie, zmniejsz sie. Smok zaczyna sie kurczyc, az na
ziemi pozostaje tylko mala kunsztowna figurka wiernie oddajaca jego podobizne,
ktora czarodziej podnosi i chowa do kieszeni.
Rangar pojawia sie w klebach dymu.
Tigr nuci: milo mi znowu powitac cie wsrod nas Fononie
Rangar wita cie serdecznie.
Mowisz: Znowu? Czy to ma znaczyc, ze wy…
Tigr nuci: tak, jak twoj dziadek zapisal swoja pamiec, tak my zrobilismy
przenoszac nasza do Arkadii. Ciala czarodziejow juz nie istnieja, ale
ich umysly beda zyc jeszcze dlugi czas.
Rangar mowi: kazdy, kto odnalazl Arkadie ma prawo do tego samego.
Mowisz: To znaczy przeniesc sie tutaj?
Galagher mowi: tak
Galagher mowi: wybaczcie, ale obowiazki wzywaja…
Galagher wskazuje szarfe.
Galagher podaza na polnoc.
Mowisz: mam porzucic tamto zycie dla tego?
Tigr nuci: jesli sie zgodzisz, to przestaniesz widziec opisy lokacji, a zobaczysz
je takie, jakie sa w rzeczywistosci… naszej rzeczywistosci.
Mowisz: chyba nie jestem gotowy na cos takiego…
Rangar wydaje z siebie dlugie przeciagle hmmm…
Tigr nuci: w takim razie idz na poczte. Moze tam bedzie ci latwiej podjac
decyzje…
Mowisz: na poczcie ma byc dla mnie latwiej????
Tigr mruga porozumiewawczo.
Tigr nuci: po prostu idz…
> n
Glowny korytarz.
Sa tutaj cztery widoczne wyjscia: polnoc, zachod, wschod i poludnie.
> n
Urzad pocztowy w Mahakamie.
Jest tutaj jedno widoczne wyjscie: poludnie.
Trisa.
> Nie otrzymalas zadnych nowych listow.
Bledniesz, jak sciana.
Trisa spiewa: coz… dla nas nawet czas nie jest przeszkoda…
Trisa spiewa: witaj ponownie Fononie.
Trisa usmiecha sie wesolo.
Mowisz: witaj…

KONIEC

Arkadia 2099 - On żyje!

Ryk potężnych silników zagłuszał wszystkie inne dźwięki kiedy kawalkada ponad dwudziestu olbrzymich motocykli przetaczała się ulicami Nuln. Wypolerowane mithrylowe pancerze błyszczały w słonecznym świetle, a białe peleryny powiewały razem z wiatrem. Na samym czele jechała niska postać o długiej, siwej brodzie niechybnie identyfikującej krasnoluda. Chociaż szerokość kierownicy i wysokość podpórek na nogi były dostosowane do jego wzrostu, to gigantyczny trójkołowiec, którym się poruszał należał zdecydowanie do najlepszych tego typu trójśladów. Główna ulica opustoszała błyskawicznie. Mieszkańcy miasta pochowali się po klatkach schodowych, a żebracy w wąskich zaułkach. Kilkaset metrów dalej, tuż przed głównym placem zatrzymała się trzydziestometrowa ciężarówka, a z naczepy zaczęły wyskakiwać dziwne postacie. Większość z nich była kiedyś ogrami, ale teraz wręcz ginęli w przerażającej dla normalnego śmiertelnika ilości wszczepów. Ten, który wyglądał na przywódcę zdjął z pleców topór i chwycił go w dwie ręce.
Motocykle zatrzymały się około pięćdziesięciu metrów przed nimi. Prowadzący krasnolud zeskoczył z siodła odsłaniając wygrawerowany na baku symbol zdobionego młota. Pozostali również stanęli na własnych nogach zdejmując białe kaski. Po chwili każdy sięgnął do jednej ze skórzanych toreb wiszących na boku maszyny i wyciągnął przepięknej roboty hełm. Przywódca postąpił podobnie. Kiedy zamknął przyłbicę usłyszał znajomy dźwięk załączania obwodu. Na ciekłokrystalicznym wyświetlaczu natychmiast pojawiły się rożne informacje. Sprzężenie z falami mózgowymi pozwoliło krasnoludowi wybrać te najpotrzebniejsze. Dodatkowo uaktywnił odpowiednie serwomotory pancerza wzmacniające siłę i szybkość. Ogr stojący naprzeciwko postąpił kilka kroków naprzód.
- Miasto jest teraz nasze, Iron! - ryknęła twarz, która prawie pozbawiona skory wyglądała, jak naga czaszka, jednak zrobiona z jakiegoś nieznanego stopu metalu.
92.59% prawdopodobieństwa wystąpienia spaczenia - podał komputer w zbroi krasnoluda.
- W imię Sigmara wzywam cię, abyś opuścił to miejsce potworze! W przeciwnym razie poznasz gniew sług jego! - mikrofon w przyłbicy i głośniki w motorach spowodowały, że dźwięk rozniósł się po całej dzielnicy. Krasnolud sięgnął w stronę swojej maszyny i zdjął z zaczepów młot bojowy z jednej strony zakończony płaskim bijakiem, a z drugiej ostrym kolcem. - Jeśli odmawiasz, to rozstrzygniemy to tu i teraz!
- KHORNE!!! - ryknął wściekle ogr. - Rozniosę twoje szczątki po całym mieście pokurczu!
Po tych słowach zatoczył toporem krąg i przyjął bojową postawę. Iron lekkim impulsem włączył analizę, a przed jego oczami pojawiły się napisy.
Imie: Kharegn Czempion Khorne’a.
Wykryte wszczepy: wzmocnienie siły i wytrzymałości w całym ciele, szkielet ze stopu metali ze spaczeniem, sprzężenie z toporem bojowym, promienie cieplne w źrenicach.
Prawdopodobieństwo wystąpienia innych wszczepów: 86.34%

Jesteś równie silny, równie dobrze zbudowany i troszkę zręczniejszy niż Kharegn.
- Niech łaska Sigmara będzie z tobą, Mistrzu - Iron usłyszał z tyłu głos.
- Dziękuję ci, Nikadurze. Pamiętajcie, że możecie interweniować tylko, kiedy oni złamią zasady pojedynku.
- Oczywiście, Mistrzu.
Krasnolud skierował wizjer hełmu na ogra, który powoli zbliżał się w jego stronę. Zawinął lekko młotem i także zaczął skradać się w kierunku przeciwnika. Jednocześnie skierował część zasilania do broni i ledwo widocznym ruchem przekręcił trzonek. Nagle Kharegn gwałtownie zaatakował z prędkością, przy której postronni obserwatorzy widzieli go jako rozmazaną plamę. Iron wykorzystując przewagę zręczności odskoczył w bok, odbił się stopami od ściany budynku i wylądował za plecami ogra wyprowadzając mierzony cios. Młot tylko musnął kręgosłup przeciwnika, kiedy tamten wykonał obrót i ciął toporem. Krasnolud przypadł całym ciałem do ziemi, a potem wybił się rękoma i nogami w powietrze.
Będąc dziesięć metrów nad ziemią zobaczył, jak Kharegn z rykiem leci w jego stronę. Wydał polecenie komputerowi. Biała peleryna nagle stała się sztywna i twarda. Zmieniając jej położenie zmienił także kierunek opadania. Jednak musiał dodatkowo sparować cios młotem. Obaj równo dotknęli stopami ziemi i w tym samym ułamku sekundy zaszarżowali na siebie wymieniając ciosy. Iron w duchu przeklął wszystkich mrocznych bogów. Jakimś cudem ogr unikał końcówki młota, jakby wiedząc, że zetknięcie się z nią spowoduje wyładowanie o sile kilkudziesięciu tysięcy wolt. Bronie zderzały się kilkanaście razy w ciągu mrugnięcia oka. Krasnolud czuł, jak serwomotory zbroi rozgrzewają się niemal do granic tolerancji. Obserwujący walkę Nikadur zauważył, że powierzchnia ulicy pod stopami walczących zaczyna zmieniać konsystencję na płynną. Jego hełm zarejestrował olbrzymi wzrost temperatury pancerza Mistrza Zakonu. Zmarszczył brwi i mocniej zacisnął dłonie na trzonku swojego młota.
Tymczasem Ironowi udało się na moment odskoczyć od przeciwnika, aby od razu zadać straszliwe pchnięcie. Kharegn sparował uderzenie, ale siła ciosu była tak wielka, że odrzuciła go o kilka metrów. Nogi ogra wyryły dwa podłużne ślady w stopionym asfalcie, kiedy został odepchnięty. Krasnolud warknął głucho. Pierwotny plan nie powiódł się, więc teraz przerzucił całą energię na zasilanie zbroi. Ogr ponownie zaszarżował, ale tuż przed twarzą Irona jego obraz rozmył się. W tym momencie Mistrz Zakonu wykonał błyskawiczny obrót celując kolcem w miejsce, które pokazało się na jego wyświetlaczu. Usłyszał dziwne stuknięcie i poczuł nagły opór. Spojrzał w stronę Kharegna.
Czempion Khorne’a stał przed nim z końcem młota wbitym w prawą skroń. Ręce opuścił wzdłuż ciała wypuszczając topór. Po chwili zwalił się z hukiem na ziemię.
- Zabierzcie go i wynoście się z naszego miasta! - krzyknął Iron. Potem z ulgą odwrócił się i poszedł w kierunku motocykla. Cała walka trwała nie dłużej, niż kilkanaście sekund.
- Wspaniałe posunięcie, Mistrzu - Yarps wyciągnął dłoń, która została uściśnięta.
- Dostałem cynk od Gnomich Wynalazców. Na jednym z serwerów znaleźli informacje o nowej taktyce walki chaosników. Teraz Kharegn będzie potrzebował paru tygodni, żeby wrócić do formy - zarechotał zdejmując hełm. Ryk silnika spowodował, że odwrócił głowę. Ciężarówka właśnie ruszała w stronę północnego wyjścia z miasta.
- Wrócą tu - stwierdził Yarps.
- A niech wracają. Sigmar nam dopomoże. Pewnego dnia to my wyruszymy do nich.
Zakonnicy w milczeniu pokiwali głowami. Rywalizowali ze sobą od niepamiętnych czasów, kiedy jeszcze można było liczyć tylko na siłę własnych mięsni. Pomimo tego żaden z nich nie miał prawa posiadania implantu. Dlatego korzystali ze specjalnych wzmocnionych egzoszkieletów, dzięki którym dorównywali, a nawet przewyższali większość swoich przeciwników.

Olbrzymi zamek z żelbetonu wyłonił się wreszcie zza wzgórza. Brama zareagowała, jak powinna i otworzyła się bez najmniejszego szmeru. Motory zostawili w garażu, gdzie bracia służebni od razu zajęli się tankowaniem i czyszczeniem. Iron udał się do swojej komnaty. Kiedy zamknął za sobą drzwi, stanął w rogu i wysłał polecenie do komputera. Zbroja z charakterystycznym metalicznym dźwiękiem otworzyła się i krasnolud odetchnął głęboko. Swoje lata już miał i coraz trudniej było mu wydawać polecenia. Myśli nie podążały już tak szybko jak kiedyś. Właściwie to nawet nie pamiętał, czy było jakieś kiedyś. Prawie mógłby przysiąc, że już urodził się stary. Nagle na biurku rozbłysło żółte światełko i ponętny, kobiecy glos (Iron poczuł dreszcz na plecach…) poinformował o gotowości do transportu. Krasnolud przymknął oczy. Nie lubił tego oślepiającego błysku towarzyszącemu wyładowaniu energii.
Kiedy je otworzył znajdował się w dużej prostokątnej sali. Jedna ze ścian była pokryta monitorami pokazującymi różne obrazy. Przed nią stało skromne metalowe biurko z obrotowym ergonomicznym krzesłem. Za to na środku znajdował się duży niski stół o przezroczystym blacie, a przy nim trzy miękkie fotele obite czarną skórą. Podłoga pokryta marmurowymi płytami robiła nie gorsze wrażenie, niż sufit, na którym holograficzne obrazy poruszały się, jakby żyły własnym życiem. Pozostałe powierzchnie ścian zostały obwieszone najróżniejszymi arcydziełami sztuki arkadyjskiej. Pierwszy prymitywny komputer wynaleziony setki lat temu przez Proxusa. Pierwsze protezy sterowane falami mózgowymi, mithrylowy topór z poszerzanym ostrzem, poszczerbiony miecz miotający pociski plazmowe… Iron westchnął cicho na widok lśniącego adamantytowego młota, który po usprawnieniach mógł wywoływać miniaturowe trzęsienia ziemi. Na ten dźwięk krzesło obróciło się odsłaniając siedzącą na nim postać halflinga ubranego w wytworny czarny garnitur i białą koszulę. Ciemne włosy gładko przyczesane do skóry jeszcze bardziej dodawały mu powagi. W ustach tkwiło grube cygaro importowane z Lustrii.
- Witaj, Iron - halfling wydmuchnął idealne kółko z dymu. - Mam do ciebie sprawę.
- O co chodzi tym razem? - ton głosu krasnoluda wskazywał na lekką irytację.
- No wiesz. Nie musisz być od razu taki… - postać zamilkła na chwilę. - Mamy gościa.
W tym samym miejscu, co wcześniej Iron zmaterializowało się coś małego. Rozległo się głośne fukniecie, a o posadzkę zaszurały ostre pazury przyzwyczajone do kopania nor.
- Czołem Tigr - przywitał się borsuk wskakując na jeden z foteli. - O… cześć Iron - pysk wykrzywił się w uśmiechu.
- Witaj Oscarze - odparł halfling. - Portera, Królewskiego, czy Zabójcy Trolli?
- Portera - czarodziej oblizał się.
- Dla mnie Zabójca - Iron stwierdził, że czas zaznaczyć swoją obecność.
Do sali wjechał niewielki stolik z dwoma mechanicznymi ramionami, które postawiły na szklanym blacie odpowiednie trunki.
- Może przejdziemy do rzeczy? - Oscar spojrzał w stronę halflinga, który na jednym z monitorów przyglądał jakiemuś białowłosemu krasnoludowi testującemu nowy odrzutowy plecak napędzany ciekłym kullingiem (gaz został nazwany na cześć jego odkrywcy). W oczach czarodzieja pojawił się złośliwy błysk, kiedy nagle jeden z silników stracił ciąg i krępa postać zaczęła łatać w kółko z ponaddźwiękową prędkością.
Tigr zachichotał nie kryjąc satysfakcji.
- Ech… ile to już lat? Tysiąc? - Oscar pokręcił głową. - Ciągle meczysz jego potomków. Mógłbyś kiedyś przestać.
- Mógł mi się kiedyś nie narażać… - odparował halfling nie wymazując z twarzy uśmiechu. - Ale, ale… nie po to ściągnęliśmy Wielkiego Mistrza Zakonu Sigmara Młotodzierżcy, żeby patrzył, jak czarodziej wyzywa się na śmiertelniku… Oscarze, proszę - Tigr skinął głową powracając do obserwacji. Nagle drugi z silników plecaka stracił ciąg i krasnolud z krzykiem zwalił się prosto w wody Pontaru. Borsuk nie zwracając na to uwagi zmoczył język w kuflu nabierając łyk portera.
- Mamy dla ciebie bardzo ważne zadanie, Ironie. Nie dalej, jak przedwczoraj trafiłem w sieci na ślad Jego obecności…
Krasnolud doskonale wyczul zaakcentowane słowo i lekko pobladł.
- Widzę, że domyślasz się o kogo chodzi… niestety ta informacja znajdowała się na serwerze, do który był podłączony do spaczowodów, wiec nie mogłem się tam długo utrzymać. Jednak dowiedziałem się, że jest ukryty w lochach pod Twierdzą na Złych Ziemiach…
Iron jęknął.
- W życiu nie uda mi się stamtąd wyjść żywym, ani nikomu z moich Braci.
- Nie przerywaj - fuknął Oscar. - Z pewnych źródeł wiemy, że po twojej małej potyczce większość wszczepowców wyprawiła się do Ishtar. W samej twierdzy powinno zostać tylko kilku strażników. Bez problemów dacie radę, jeśli wyruszycie w ciału trzech godzin.
- Przestań się wiercić, bo wszędzie zostawiasz sierść - wtrącił Tigr.
- Plany zapewne masz, ale damy ci uaktualnienie - kontynuował borsuk chwilowo nie zwracając uwagi na halflinga. - To musi być szybka akcja: wchodzicie, zabieracie go i wracacie.
- Dlaczego nie przeniesiecie się tam osobiście? Przecież dla was to żaden problem.
- Widzisz - Oscar mlasnął dziwnie. - Chociaż może się to wydać dziwne my też mamy swoich przełożonych, a co za tym idzie pewne zakazy. Na szczęście możemy… prosić o pomoc śmiertelników.
- Chciałeś powiedzieć wykorzystać… - Iron uśmiechnął się krzywo.
- Jak zwał, tak zwał - Tigr oderwał się od monitorów. Z jego ust znowu wydobyło się kółko dymu. Od razu wypuścił następne, które przeleciało przez to pierwsze i dopiero się uformowało. Nagle dym przeniósł się nad stół, gdzie przybrał formę potężnej twierdzy o czterech strzelistych wieżach. Halfling podszedł bliżej i wskazał miejsce pod powierzchnią ziemi.
- Tutaj powinna znajdować się komora. Bardzo prawdopodobne, że nawet oni nie wiedzą, co mają. Gdyby wiedzieli już dawno wykorzystaliby to przeciwko nam.
Iron pokiwał głową. Sprawa była naprawdę poważna, a mimo to ciągle się wahał.
- Jeśli chcesz możemy dać ci wsparcie od Tancerzy.
- Tych wymalowanych elfich wariatów?! - krasnolud machnął ręką. - Lepiej nie…
- Nie chciałbyś wiedzieć, jak oni was nazywają… - zarechotał Oscar. - No to dostaniesz Thargana…
- Zabójcę Trolli?! - Mistrz Zakonu był bliski załamania. - Dobrze już, pojedziemy, ale na Sigmara… nie dawajcie mi żadnych z nich do pomocy! Gotowi są roznieść tam wszystko w pył.
- A wy nie? - zauważył Tigr. - W porządku - dodał szybko widząc niepewny wyraz twarzy Irona. - Wyruszaj najszybciej, jak się da. Poinformujemy cię, jeśli będą jakieś poważne kłopoty.
- Może byście chociaż trochę nas przetransportowali…
- Słuchaj no… - zirytował się Oscar.
- Dobra - krasnolud machnął ręką.

Tym razem nie chcieli jechać przez zatłoczone centrum. Powietrzna autostrada zbudowana na gigantycznych kolumnach ciągnęła się dwieście metrów nad ziemią tuż ponad wieżowcami i okrążała całe Nuln. Tutaj ryk silników nikomu nie przeszkadzał, toteż spokojnie mogli rozwinąć odpowiednia prędkość. Odpowiednio ukształtowane wloty powietrza sprawiały, że wiatr tworzył wokół maszyn coś w rodzaju osłony. Zresztą przez zbroje i tak nie czuliby żadnych podmuchów.
Po dziesięciu godzinach jazdy dwudziestka lśniących stalowych koni zatrzymała się w miejscu, gdzie drogę zaczął pokrywać piach. Nieco dalej wjeżdżało się na ubitą ziemię. Tam rządziły inne prawa, niż w miastach i żyły inne istoty. Przez ponad tysiąc lat niewiele się zmieniło. Iron podniósł rękę i dal znak. Kaski zostały zamienione na hełmy. Wyświetlacze przekazały wyostrzony obraz, podały aktualną pozycję i odległość do celu.
- W samą porę - ponurym głosem mruknął Mistrz Zakonu widząc zbliżającą się chmurę pyłu. - Włączyć pole Arvida! (*) - głośno wydał rozkaz. Powietrze wokół motorów zadrżało i rozbłysło na mgnienie oka błękitnym światłem. Silniki zabuczały na podkręconych obrotach. - Podczerwień! - krajobraz zmienił kolor, kiedy zbroje wykonały przekazane polecenie. - Za mną bracia! Ku chwale Sigmara!
Maszyny ruszyły prosto w nadciągającą burzę, ale Zakonnicy nie obawiali się żywiołu niosącego ze sobą tony spaczeniowego piachu. Jedyne, do czego zostali zmuszeni to nieznaczne obniżenie prędkości. Przeciwnik powinien się tego spodziewać. Iron miał nadzieję, że informacje podane przez Oscara są prawdziwe. Niby czarodziej powinien być wiarygodny, ale krasnolud wolał, żeby nie powtórzyła się sytuacja sprzed trzydziestu lat, kiedy na “całkowicie bezpiecznej” misji Sargl nabawił się rogów na głowie. Wszystko przez dość niezwykłą broń chaosu. Wystarczyło najdrobniejsze draśnięcie ostrza, aby organizm trafionej istoty został poddany bardzo przyśpieszonej mutacji. Z drugiej strony jeśli borsuk miał rację, to na Arkadię mogłyby wrócić dawne, dobre czasy i względna stabilizacja. Względna o tyle, że wszystkie gildie zostałyby na nowo zbalansowane. Oczywiście Zakon otrzymałby lepsze egzoszkielety i dodatkowe zniżki na części zamienne do motorów.
Z takimi myślami borykał się Mistrz przemierzając jałową pustynię Złych Ziem. Na drogę nawet nie zwracał większej uwagi, chociaż dzięki przyłbicy widoczność była niemal idealna. Równie dobrze mógł puścić kierownicę i pozwolić maszynie jechać zaprogramowaną trasą.
Wreszcie burza poddała się i ucichła, a w wizjerach jeźdźców pokazała się twierdza zbudowana z czarnego metalu idealnie pochłaniającego światło. Cztery wysokie na około sto pięćdziesiąt metrów wieże stojące w narożnikach potęgowały wrażenie zła.
- Gotujcie się, bracia! - powiedział Iron, a spokojne brzmienie jego głosu zostało od razu przekazane do słuchawek wszystkich Zakonników. Wyłączono autopiloty, a młoty zostały uwolnione z zaczepów trzymając się tylko na dwóch klamrach, gotowe do szybkiego dobycia.
- Trohard, Ferd! Strażnicy wrót! - padł rozkaz. Dwa motory wysforowały się naprzód. Błękitne światło wokół maszyn zabłysło i rozpłynęło się. Mechanizm zareagował na wysłane polecenie wysuwając do przodu niewielkie działka plazmowe. Iron brzydził się walką na odległość, ale musieli się śpieszyć. Transportery wszczepowców nie były doskonałe (jak wszystko, co opierało się na zasilaniu spaczeniem), ale mogły przenieść do twierdzy spory oddział w ciągu dwóch godzin.
Bramy pilnowały dwa rosłe kamienne gargoyle z potężnymi miotaczami spaczognia na ramionach. Nawet nie zdążyły dobrze złapać broni. Kule energii rzuciły nimi o ścianę z taką siłą, że po prostu rozleciały się na kawałki. Obaj zakonnicy gwałtownie zahamowali przepuszczając czterech z uaktywnionymi przednimi tarczami. Motory przyśpieszyły gwałtownie wpadając na stalową bramę. Oba skrzydła z hukiem wyleciały z zawiasów. Iron zaklął pod nosem, ponieważ echo uderzenia rozniosło się chyba po całej pustyni.
- Z koni! - krzyknął hamując na twardej nawierzchni. Ślady po oponach zaiskrzyły, a po chwili zostały wciągnięte w podłoże. Krasnolud zmarszczył brwi. - Osłony na koła.
Opony wszystkich motorów pokryły się mithrylowymi płytkami.
- Wchodzimy. Thogor, zapukaj.
Ciemnowłosy mężczyzna wzniósł młot do góry kierując więcej mocy do bijaka i z szerokiego rozmachu uderzył w wejściowe drzwi.
- Wszystkie wizjery, plan twierdzy - wydał polecenie Iron. Jako jedyny mógł kontrolować zbroje innych Zakonników, co często się przydawało, gdy jakiś niedoświadczony rycerz nie umiał odpowiednio zarządzać zasilaniem. Albo kiedy trzeba było dokładnie poznać trasę biegu. - Conrad, Nikadur, przodem. Sargl, Yarps, ubezpieczacie. Ruszać!
Dwadzieścia postaci znalazło się we wnętrzu twierdzy Chaosu na Złych Ziemiach. Nie rozglądali się, nie niszczyli niczego, tylko bezbłędnie przemierzali korytarze zbliżając się do centralnej komnaty. Stukot kroków rozbijał się echem po żelaznych ścianach. Nagle umilkł.
Znajdowali się dokładnie tam, gdzie powinni i wszystko było tak, jak pokazywał plan. Tyle, że na klapie prowadzącej do kazamatów stała wysoka szczupła postać, której jedyne okrycie stanowiła krótka biodrowa przepaska. Trupioblada skóra wydobywała z siebie jakiś dziwny blask, a oczy błyszczały krwistą czerwienią. Długie białe włosy spływały na plecy odsłaniając spiczaste uszy. Zakonnicy zamarli.
- Żadnego wszczepu?
- System nic nie wykrył…
- Jak to możliwe?
- Kto to?
- Nie ma nic sztucznego…
- Kim on jest?
- Brak wszczepów…
Iron wyraźnie słyszał pełne strachu szepty i wiedział, że elf też je słyszy.
- To mutant - powiedział głośno. - Coraz mniej jest takich, ale ciągle istnieją. Zdradzisz mi swe imię odmieńcze, czy dołączysz do mojej listy jako kolejny krzyżyk bez tożsamości?
- Caandil - jego głos był zadziwiająco łagodny.
- Wystarczy - krasnolud przekazał zbroi odpowiednie polecenia i po chwili poczuł, jak zaczynają działać serwomotory pancerza. Nie lekceważył przeciwnika. Ostrożnie zaczął zataczać łuk powoli zbliżając się do miejsca, w którym stał elf. Nagle wysłał szybki impuls i skoczył tak szybko, że na chwilę obraz rozmazał mu się przed oczami. Uderzył z góry wkładając w cios prawie całą dostępną siłę. Usłyszał głuche plaśnięcie, a zbroja przekazała obraz rozpryskującego się na wszystkie strony ciała. Szczątki elfa wylądowały na większości zakonników. Zabrzmiały jęki obrzydzenia.
- Nie ma czasu. Idziemy dalej, ten sam szyk! - rozkazał Iron, chociaż czuł, że coś nie jest do końca w porządku. Po kolei schodzili do podziemi. Całkowite ciemności nie były żadnym problemem dla zbroi. Biegli wąskimi korytarzami dwa razy trafiając na krasnozwierze, który nawet nie zdążyły dobrze spojrzeć w ich stronę. Wreszcie zatrzymali się w ślepym zaułku. Mistrz wskazał rycerzom ścianę. Kazamaty rozbrzmiały głuchymi uderzeniami młotów. Metal opierał się około dziesięciu minut, aż zaczęły pojawiać się pierwsze pęknięcia. W pewnym momencie jeden z braci służebnych wybił całkiem sporą dziurę. Reszta była już prosta. Conrad sięgnął za pas i rzucił na środek pomieszczenia niewielką metalową kulę. Toczyła się coraz wolniej, aż zatrzymała zupełnie.
- Uruchom - wydał polecenie młody mężczyzna. Przedmiot uniósł się w powietrze na kilka metrów i rozbłysnął jasnym światłem.
Komnata była całkiem obszerna. Komputer podawał wymiary 40×40x10 metrów. Pod bocznymi ścianami stały rzędy cicho szumiących generatorów, od których wychodziły kable łączące się na środku w dziwnym podłużnym kontenerze, którego niestety nie dało się prześwietlić w żaden z dostępnych Zakonnikom sposobów.
- Co tam masz? - spytał Iron Nikadura oglądającego konsolę przy pojemniku.
- Wygląda na bardzo skomplikowany system podtrzymywania życia. Zdaje się, że to komora kriogeniczna. tylko z tego, co tu widać została uruchomiona ponad tysiąc lat temu! To przecież niemożliwe! Taka technologia jeszcze wtedy nie istniała, a to przewyższa nawet moją znajomość…
- Wystarczy. Odłączyć i zabrać.
- Ale Mistrzu…
- Żadnych dyskusji i pytań. Wy dwaj, bierzcie pojemnik i znikamy stąd zanim nie wrócą.
Droga powrotna przebiegała równie łatwo. Dopiero przy wyjściu Iron usłyszał dziwne trzaski dochodzące ze zbroi.
- Co jest? - syknął widząc, że jeden z rycerzy dziwnie podskakuje. W tej samej chwili jego wizjer zabarwił się na przepiękny różowy kolor, a przed oczami pojawił się napis: “Pozdrowienia od Caandila” Krasnolud zaklął.
- Maszyna! On był zrobiony z nanobotów! - krzyknął, ale było już za późno. Widział, jak zakonnicy zaczynają nawzajem okładać się młotami. Na szczęście ciosy nie były zbyt mocne. Mogło to wynikać z tego, że elf pośpieszył się z ujawnieniem swojej obecności i nie przejął w pełni kontroli nad mechanizmami, albo ciężko mu było opanować dwadzieścia tak skomplikowanych mechanizmów naraz.
- Do maszyn! Biegiem, póki jeszcze mamy siły!
Kilku rycerzy niezgrabnie ruszyło w stronę motorów. Połączone siły zbroi i pokładowych komputerów bezpośrednio połączonych z centralą w zamku powinny dać sobie radę ze wścibskim mutantem. Iron z trudem panował nad ruchami kiedy jego pancerz nagle zaczął fikać koziołki. Ledwo zdążył dostrzec, jak któryś z braci służebnych wpada na jeden z pojazdów.
- Wszystkie wizjery! Połączenie z centralą, autoryzacja Mistrz Iron Grondfist, hasło: elfki w balii! - krzyknął polecenie zdając sobie sprawę, że właśnie wszyscy poznali sposób szybkiego dostępu do centralnego. Nie wspominając o kilkudziesięciu nowych dowcipach na temat haseł, które pewnie niedługo zaczną krążyć wśród służby. - Uruchom “Antidotum”!
Na szczęście wszystkie zbroje były połączone w jedną sieć, więc już po chwili usłyszał w głośnikach przeraźliwy wrzask maltretowanego elfa. Nanoboty wyskakiwały z pancerzy, jakby ktoś przypalał im obwody ogniem, co akurat nie odbiegało zbytnio od prawdy.
- Trochę czasu minie zanim zdąży się poskładać - mruknął Iron uruchamiając silnik. Komora została zawieszona na elastycznych włóknach pomiędzy dwoma motorami. - Jedziemy! Pilnować się, bo to jeszcze może nie być koniec!
Ruszyli z rykiem silników opuszczając twierdzę.
- Proponuję nie kusić losu, skoro ta przesyłka jest taka ważna - w hełmie krasnoluda zabrzmiał głos Nikadura.
- Chcesz zatrzeć maszyny? - odparł krzywiąc się z niesmakiem.
- Służba naprawi, albo poślemy po gnomy. Zresztą i tak należał im się przegląd.
- Dobra… Wszystkie wizjery, autopilot. Kierunek: baza. Uruchom górne osłony.
Znad kierownic motorów wysunęły się szerokie metalowe płyty, a od środka rozbłysły wyświetlacze pokazujące widok drogi.
- Wy przed kapsułę - Iron wskazał dwóm braciom miejsce w szyku. - Wszystkie wizjery, uruchomienie dopalacza na mój znak. Trzy, dwa, jeden, zapłon!
Każda z maszyn posiadała dodatkowy zbiornik z ciekłym kullingiem. Rzadko był w użyciu ponieważ doprowadzał silniki do teoretycznych i praktycznych granic możliwości. Pustynia rozbrzmiała głośnym hukiem, kiedy dwadzieścia potężnych pojazdów wystrzeliło do przodu z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę.

- Powoli, ostrożnie, trochę w prawo, uważajcie na drzwi - komenderował Iron, kiedy komora kriogeniczna była wnoszona do jego komnaty. - W porządku. Postawcie tutaj. Resztą zajmę się osobiście.
Z chwilą zamknięcia drzwi kobiecy głos (Iron zadrżał lekko…) poinformował o gotowości do transportu.
Sala wyglądała inaczej, niż poprzednim razem, albo było to zupełnie inne pomieszczenie, chociaż układ monitorów na ścianie zgadzał się całkowicie. Zniknęło biurko i stół z fotelami. Zamiast tego na podłodze wiło się kilkanaście grubych kabli podłączonych do prostokątnego pojemnika. Krasnolud zobaczył, jak w środku materializuje się kapsuła. Halfling ubrany w ten sam garnitur szybko podłączył kilka wtyczek i usiadł na krześle przed konsolą. Iron dyskretnie zachowywał milczenie. Przez dłuższą chwilę słychać było stuk palców o klawiaturę. Wreszcie czarodziej odetchnął z ulgą.
- I co? - spytał Mistrz Zakonu Sigmara Młotodzierżcy.
Tigr zatarł ręce.
- Nie przypuszczałem, że jeszcze będę miał okazję… widzisz to, Oscar?
- A jakże - rzekł borsuk pojawiając się nie wiadomo skąd. - Muszę przyznać, że poszukiwania się opłaciły. Jaki stan?
- On naprawdę żyje! Wszystkie funkcje w normie! Wystarczy wprowadzić odpowiednią komendę i… - halfling urwał podekscytowany.
- Możesz odsłonić wnętrze? - Iron zerknął na zakrytą powierzchnię kapsuły. - Nasze wizjery nie mogły tego prześwietlić.
- Oczywiście, że nie mogły - Tigr uśmiechnął się i wstukał jakieś polecenie. Z cichym syknięciem osłony komory zaczęły się rozsuwać. - Dawno temu użył magii, żeby skorzystać z technologii przyszłości i wprowadzić się w stan hibernacji. Nikt nie wie dlaczego to zrobił i nikt nie miał pojęcia, gdzie się ukrył, chociaż można się tego było domyśleć. W końcu okazało się, że jak zwykle najciemniej jest pod latarnią.
Wszyscy trzej wstrzymując oddech zajrzeli do wnętrza kapsuły będąc pierwszymi od setek lat osobami, które ujrzały twarz Lorda Silviego.

Koniec?

Chociaż to już było…

October 2nd, 2009

Srebrna

Refren Czesia :)

Na tylu grupach pisało się
bo od lat siedzimy w usenecie
Czasem jakiś troll trafił się
Który wrzeszczał “A wy nic nie wiecie”

Czasem trafił się wielki flejm
Albo crosspostowe bluzganie
Czasem watkow wybitnych ciag
Czesciej nedzne miesem rzucanie

ref.
Chociaż to już było,
ciągle tego więcej
choć na karku lat przybyło
ciągle można mnie strolować głupim flejmem

W sentfajlu postow gro
I cytatow pelne tasiemce
Za oknami kolejny swit
AutoQrczak liczy tysiące

Te tysiące co poszły w świat
Przez hihotny ocean myśli
Przecież tutaj podstawą jest
Kliknąc “Tak” na pytanie “Wyślij?”

ref.
Chociaż…

But if you can still dream… (13)

July 30th, 2009

Srebrna

You may say I’m a dreamer

“You may say I’m a dreamer, but I’m not the only one.”

John Lennon

Rose - Sunstroke

Czytaj dalej »

But if you can still dream… (12)

July 5th, 2009

Srebrna

Dreams are extremely important…

“Dreams are extremely important. You can’t do it unless you imagine it.”

George Lucas

Czytaj dalej »

But if you can still dream… (11)

July 5th, 2009

Srebrna

Dreams are extremely important…

“Dreams are extremely important. You can’t do it unless you imagine it.”

George Lucas

Czytaj dalej »

Firsts, Lasts and Onlys - MA content - 12

June 26th, 2009

Srebrna

The first thing Elizabeth sees when she wakes up again is her sister’s profile.
Jane is staring through the window - the window is facing the garden, fortunately, much better than a view on a street - and small, relieved tears are falling from her eyes - her older sister, her serene and calm older sister is crying. And it’s all her fault. Czytaj dalej »

Firsts, Lasts and Onlys - MA content - 11

May 14th, 2009

Srebrna

It is the most hopeless case Anthony Wood has ever seen. It is also one of the most beautiful women sir Anthony Wigram has ever seen. He stuffs his fists deep in his pockets and paces across his cousin Alcesta’s library.

Czytaj dalej »

copyright © Srebrna, Skald Arkadii, 2001